czwartek, 11 stycznia 2018

Zwierzenia Mamy: Turnusy rehabilitacyjne, a odpoczywanie

Za każdym razem, przed każdym kolejnym turnusem rehabilitacyjnym słyszę od kogoś: "no to sobie odpoczniecie" ...
Nie zawsze chce mi się tłumaczyć, że turnus rehabilitacyjny to nie wakacje.
Po części na pewno odpoczniemy, bo każda zmiana miejsca jest w jakimś stopniu odpoczynkiem (szczególnie dla głowy).

Kiedy ma się dziecko niepełnosprawne, codzienność, która kręci się wokół rehabilitacji, lekarzy, terapii itd. i kiedy zajmuje się tym "jedna głowa" ... No właśnie!

Turnus rehabilitacyjny - październik 2016

wtorek, 2 stycznia 2018

Zwierzenia Mamy: Podsumowanie Starego Roku

2018! Po pierwsze... Szcześliwego Nowego Roku!

Kolejny rok już za nami.. Sara witała Nowy Rok już po raz 6!


piątek, 1 grudnia 2017

Znowu szpital

U nas ostatnio ciężki czas.
Miesiąc temu zabieg, teraz znowu szpital (wiecie pewnie, bo Mamusia pisała już na moim fb).
Jakiś wirus się przyplątał i we wtorek rano pojechałam z Mamą do szpitala. Wyszłyśmy dziś, nareszcie śpię w swoim łóżku. Już jest wszystko ok. 
W szpitalu nie było tak źle. Pierwszy dzień i noc ciężkie, potem już spokojnie. Dostawałam kroplówki, bo byłam słabiutka i odwodniona. W pierwszą nockę była też gorączka, więc były syropki.
Miałyśmy miłe towarzystwo na sali oraz wspaniałą opiekę (dziękujemy i pozdrawiamy!), więc nie ma tego złego co by... itd.

Gdzie ta Babcia?

sobota, 11 listopada 2017

Dziękujemy...

Kochani.. 
Na subkonto Sary w Fundacji Dzieciom "Zdążyć z Pomocą" wpływają pieniążki z 1% (za 2016r). 
Jak co roku, chcemy Wam bardzo bardzo podziękować. To dzięki Wam Sara może kontynuować terapie oraz wyjeżdżać na turnusy rehabilitacyjne. Systematyczność jest przecież bardzo ważna. 
Dzięki 1% Sarusia korzysta prywatnie z 3 różnych terapii oraz 2-3 razy w roku wyjeżdża na turnusy rehabilitacyjne. Opłacamy również niektóre wizyty lekarskie. 


sobota, 28 października 2017

Migdałki.

Pytacie... jak Sara, co miała robione, jak się czuje itd.

Było tak...
W czwartek o 7 miałyśmy zgłosić się do szpitala. Sara musiała być na czczo.
Wchodzimy do szpitala, a tam kilkanaście (podchodziło pod 20) dzieci plus rodzice. Wszyscy czekali do przyjęcia na oddział. Poszło dość sprawnie (czekałyśmy godzinę). Po podpisaniu dokumentów, miła Pani zaprowadziła nas pod gabinet lekarski. Na szczęście była tylko jedna osoba przed nami (wszyscy przyjmowani na bieżąco zaraz po odejściu od rejestracji).
Pan Doktor bardzo sympatyczny, wszystko wytłumaczył, brał pod uwagę 3 opcje (pierwsza - tylko trzeci migdał i boczne; druga - trzeci migdał, boczne i nacięcie błony, oraz czyszczenie; trzecia opcja - trzeci, boczne i dreny), ostateczna decyzja miała należeć do mnie. Powiedziałam co dla mnie najważniejsze i że zdaje się na niego. Pan Doktor miał podjąć ostateczną decyzję już na sali operacyjnej, biorąc pod uwagę wszystko co mówiłam.
Zaraz po tej wizycie, przeszłyśmy do drugiego pokoju do anestezjologa. Tam Pani Doktor sprawdziła nasze ankiety, różne wyniki badań itd.
Po wyjściu z gabinetu skierowane byłyśmy na odział, do pokoju, w którym była już jedna dziewczynka z Babcią i Tatą. I musiałyśmy czekać (nie wiadomo było które dziecko w jakiej kolejności). Na korytarzu kącik z zabawkami, pełno biegających dzieci (w większości przedszkolaki). Na szczęście kupiłam dla Sary nowy, inny zestaw naklejek wielorazowych, które nas uratowały (przy okazji nasza nowa koleżanka z pokoju też się miała czym zająć). Sara czekała (cały czas bez jedzenia i picia) aż do godziny 15:10! Byłyśmy chyba ostatnie.
Pół godziny wcześniej dostała syropek po którym mi zasnęła, więc nie było płaczu, że zabierają ją na salę bez mamy, nie było strachu, że muszą ją usypiać itd.
Zabieg ok 1,5h z wybudzaniem.

Zbieramy siły.

wtorek, 24 października 2017

"lis hohoho"

Halooo :) Nasz czas ostatnio taki zabiegany, mało nas tu troszkę. Dużo spraw do załatwiania, dużo stresów ma Mamusia. Teraz odkładamy wszystko i od wczoraj nie chodzę do przedszkola. Od terapii też mam wolne. Pogoda brzydka. Siedzimy w domu. Iiii wiecie co...? Wczoraj miałam supcio pomysł. Tak mi się przypomniało przy okazji oglądania bajki (Świąteczny odcinek leciał) i powiedziałam Mamusi "lis hohoho". Teraz tłumaczenie.. Chodziło o to, że chcę napisać list do Mikołaja. Mama stwierdziła, że skoro sama na to wpadłam i tak bardzo mi się to spodobało i że troszkę się nudzimy, to możemy w sumie ten list już napisać.

Co robi Sara?

poniedziałek, 18 września 2017

Nowy rok przedszkolno-terapeutyczny.

O rety rety... prawie 2 miesiące minęły od ostatniego wpisu. Ale sami rozumiecie.. były wakacje. A w wakacje dużo się działo. Były podróże małe i duże, dalekie i bliskie. Taki nasz czas.
Wakacje się skończyły. Wróciłam do przedszkola i na terapie. Dziś właśnie o tym, bo troszkę nam się w tym roku pozmieniało.

Dalej chodzę do Ośrodka, dalej mam te same terapie - rehabilitacja, zajęcia z psychologiem, oligofrenopedagogiem i logopedą (z tym, że te 3 ostatnie to tak max 2 razy w miesiącu, albo czasem mniej). Mała wielka zmiana, bo rehabilitację mam teraz z ciocią Dorotą.
Do cioci Asi na rehabilitację oczywiście dalej chodzimy (nie odpuścimy tego!), ale już w inne miejsce i tym razem to Wasz 1% pozwala mi kontynuować terapię z Ciocią ;)

Rehabilitacja z ciocią Asią